czwartek, 19 listopada 2015

Islandia w 7 dni - Part 3

Dzień 6


Dzień zaczynamy od porannej jazdy na plażę, by zobaczyć wrak samolotu Diuglas C-47, który znajduje się w GPS:63.459523,-19.364618 . Samolot ten był używany podczas II WŚ przez siły alianckie do transportu ludzi i towarów. Ten egzemplarz musiał awaryjnie lądować na czarnej plaży Sólheimasandur. Cała załoga podobno przeżyła wypadek. Na Islandii w jednym z miasteczek znajduje się drugi egzemplarz uziemionego samolotu tego samego typu.



Kolejny z wielu i zupełnie inny od wszystkich wodospad Skogafoss. Wodospad znajduje się przy krajowej drodze numer 1.


Inną ciekawą atrakcją jest mieszczący się na końcu doliny opuszczony odkryty basen Seljavellir. Został on wybudowany w 1923 roku i jest jednym z najstarszych basenów na wyspie. Z wielkością 25x10 metrów swego czasu był największym basenem na Islandii. Obecnie jest czyszczony raz w roku : ) Do basenu prowadzi szlak, którego pokonanie zajmuje jakieś 15 minut.





Ostatnim wodospadem, jaki mamy w planach zobaczyć jest Seljalandsfoss, gdzie dookoła spadającej wody prowadzi ścieżka. Kilkaset metrów dalej znajduje się jeszcze mały wodospad w schowany głęboko w porośniętych mchami skałach.



Następnie obieramy kierunek jazdy wgłąb wyspy, a konkretnie do miejsca Landmannalaugar. Dostajemy się tu jadąc drogą F225 prowadzącą nas tu od zachodu. Droga jest szutrowa i prowadzi przez pola lawy i wulkanicznego pyłu. Do przekroczenia jest tu kilka mniejszych i większych rzek. W ich pokonaniu pomagają nam miejscowi ratownicy, którzy znaleźli się tu akurat przypadkiem i wskazują nam właściwą drogę. Tak dojeżdżamy do samego kampingu. Na miejscu jest dość wietrznie i zimno. Na polu namiotowym część namiotów się sama poskładała. Fartem udaje nam się dostać do schroniska, w którym w ostatniej chwili zwalniają się miejsca. Dzień kończymy w znajdującym 100 metrów od schroniska gorącym źródle.






Dzień 7

Z łóżek zbieramy się z samego rana i z racji tego, że deszcz ustał i pojawiło się słońce wyruszamy na krótki trekking. Początek naszej trasy pokrywa się z najpopularniejszym tu szlakiem prowadzącym do Þórsmörk, którego pokonanie zajmuje do 4 dni. Trasa prowadzi wśród pól lawy, kolorowych gór i pyłu wulkanicznego. Na drodze szlaku znajdują się liczne kampingi i chatki. Jako, że niestety czasu nie mamy za wiele musimy się pocieszyć 2 godzinnym spacerem. Jest po co wracać : )










Na koniec dnia dojeżdżamy stolicy, gdzie mamy jeszcze czas przed nocą na małe zwiedzanie. Zwiedzenie centrum nie zajmuje nam więcej niż 2 godziny. Na noc trafiamy do znanego nam już kampingu, gdzie na wspomnianej już na początku półce z rzeczami pozostawionymi przez turystów zostawiamy nasze "prezenty".



Następnego dnia z rana wylatujemy z wyspy kończąc w ten sposób naszą prawie 7 dniową wycieczkę.  Udało nam się zobaczyć kilka atrakcji, spotkać renifery i maskonury, a przy tym zjeździć trochę szutrowych dróg i nakręcić na liczniku ponad 1800 kilometrów.

Islandia w 7 dni - Part 2

Dzień 4

Wczesnym rankiem zbieramy się z kampingu położonego niedaleko jeziora Mývatn. Pierwszą atrakcją na dziś jest mały krater Viti wypełniony wodą. Dookoła krateru wiedzie szlak, którego szybkie przejście zajęło może z 20 minut.



Następnie udajemy się asfaltową drogą 862 wiodącą zachodnim brzegiem rzeki  Jökulsá do wodospadu Dettifoss. Można do niego dojechać również z drugiej strony szutrową drogą 864 miejsczącą się po wschodniej stronie rzeki. Z parkingu przy Dettifoss prowadzą dwa szlaki. Jeden bezpośredni do w/w wodospadu , którego pokonanie  zajmuję łącznie w dwie strony od pół do 1 godziny. Jest też szlak drugi, który wybieramy. Jest dłuższy o kilometr i jego przejście zajmuje w sumie około godziny, a po drodze można jeszcze zobaczyć drugi wodospad Selfoss. Dettifoss ma 45 metrów wysokości i 100 metrów szerokości i jest najpotężniejszym wodospadem w Europie.




Kontynuując spacer dochodzimy do wodospadu Selfoss. Szlak jest bardzo przyjemny i łatwy. Teren jest praktycznie płaski. Czasem tylko trzeba przeskoczyć większe, czy mniejsze kałuże.




Z Dettifoss w planach mieliśmy jechać szutrami prosto do jeziora Askja, lecz na kampingu na którym spaliśmy ostatnią noc dowiedzieliśmy się, że w wyniku padających ostatnio obficie deszczów podniósł się poziom wody w rzekach i parę aut utknęło. Niestety ubezpieczenie na Islandii nie obejmuje pomocy w przypadku utknięcia w wodzie i szkód przez nią wyrządzone. Zmieniamy zatem nieco plan i innymi szutrami jedziemy w kierunku wodospadu Hengifoss przeganiając owce i małych motocyklistów.










Po przejechaniu około 300 kilometrów dzień kończymy na kampingu w Djúpivogur.


Dzień 5

Rano po wyjściu z namiotu przecieramy oczy z niedowierzania. Chmury, które cały czas nad nami wisiały przez ostatnie kilka dni jakby nigdy nic się rozeszły i ukazało się niebieskie niebo i słoneczna pogoda. Po spakowaniu się do auta wracamy na krajową drogę numer 1 i do przejechania mamy jakieś 170 kilometrów do następnej atrakcji. Większość trasy prowadzi przy lodowcu Vatnajökull.  Jest drugim co do wielkości lodowcem w Europie i ustępuje rozmiarem jedynie większemu Austfonna, który znajduje się na norweskiej wyspie Svalbard.  Co jakiś czas można zobaczyć języki lodowca wręcz wylewającego się z gór. Z jednego miejsca udaje nam się zobaczyć aż 3 jęzory lodowcowe w jednym momencie. Pojawiają się też znaki ostrzegające przed miejscowymi reniferami. Zwierzęta te zostały przywiezione z Norwegii pod koniec XVIII wieku w celach hodowlanych. Reniferów jednak nigdy nie udało się Islandczykom udomowić i czasem można zobaczyć dzikie wędrujące stado. Z tego co wiemy w okresie, w którym odwiedzamy Islandię zwierzęta te przebywają raczej w górach i ciężko je zobaczyć. Ku naszemu zdziwieniu nagle nieopodal drogi pojawia się liczne stado. Bez namysłu biegnę za reniferami z aparatem zostając przy okazji pokopanym przez elektrycznego pastucha.





Wreszcie dojeżdżamy do laguny lodowcowej Jokulsarlon, do której wpada jeden z jęzorów lodowca  Vatnajökull. Wielkie kry unoszą się na powierzchni lodowca. Pochodzą one z jęzora, od którego ciągle odrywają się w postaci wielkich lodowych bloków.  Laguna nie jest zbyt wielka, ale jej głębokość osiąga 250 metrów, co sprawia że jest najgłębszym jeziorem na Islandii. Laguna dodatkowo znajduje się na powierzchni morza, które z resztą podczas przypływów wdziera się do niej i zwiększa jej zasolenie. Sól jak wiadomo dobrze topi lód, więc można się spodziewać,że z czasem z laguny znikną wielkie kry lodowe.




Można tu skorzystać z miejscowych atrakcji i przepłynąć się po lagunie. Można to zrobić na dwa sposoby - tańszą amfibią z dużą grupą turystów, albo droższą na zodiaku, którym podpływa się bliżej czoła jęzora lodowcowego. My wybraliśmy pierwszą opcję w cenie 4500 ISK.












Kolejną odwiedzoną atrakcją jest urokliwy wodospad Svaritfoss.  By do niego dotrzeć trzeba zaliczyć spacer, który trwa niecałą godzinę w jedną stronę. Największe wrażenie robią tu wiszące słupy bazaltowe. Podłużne i wielokątne w przekroju słupy najczęściej 4–6 boczne ułożone są prostopadle do powierzchni stygnięcia lawy.



Przy trasie odwiedzamy również  Kirkjugólf , co tłumaczy się jako kościelna podłoga. W rzeczywistości widoczna posadzka z wielokątnych płytek to słupy bazaltowe schowane w ziemi.


Na koniec długiego dnia dojeżdżamy jeszcze przed zachodem do miejsca Dyrholaey. Znajduje się tu latarnia morska i miejsce znane jest z tego, że najpopularniejsze ptaki na Islandii wysiadują tu jaja. Co prawda trafiamy tu już po okresie lęgowym, ale udaje nam się wreszcie dostrzec tak długo poszukiwanego przez nas maskonura. Schodzimy również na pobliską plażę przy klifie, gdzie znajdujemy jeszcze kilka następnych małych kolorowych ptaków i całą zgraję maskonurów unoszącą się na wodzie.










Po przejechaniu prawie 400 kilometrów dzień kończymy na kampingu w miejscowości Vik.