Strony

poniedziałek, 10 marca 2014

Wulkan Cotopaxi

Wulkan Cotopaxi wysoki na 5897 metrów to jeden z najwyższych wulkanów na świecie, jest też drugim najwyższym szczytem Ekwadoru. Jest aktywny od ponad 4 tysięcy lat, a ostatnia erupcja miała miejsce w 1975 roku. Szczyt wulkanu został zdobyty po raz pierwszy w 1872 roku. Ciekawostką jednak jest, że 100 lat po tym wydarzeniu alpiniści z Polski i Czechosłowacji jako pierwsi zeszli do krateru, który znajduje się 350 metrów poniżej szczytu.


Wulkan znajduje się w Parku Narodowym Cotopaxi i można się spokojnie dostać do niego na własną rękę i wejść się na wysokość prawie 5000 metrów. Można też zdobyć szczyt wynajmując przewodnika i specjalistyczny sprzęt, t.j. raki, kask i uprząż za jedyne 220 dolarów. W Quito znajduje się kilka agencji organizujących ten spacer. Wycieczka trwa 2 dni, a atak szczytowy zaczyna się z wysokości 4800 około północy by wczesnym rankiem znaleźć się na samej górze. Spacer do góry trwa od 6 do 8 godzin, a schodzi się w niecałe 3. 


My postanowiliśmy poszukać jakiejś tańszej opcji dostania się na szczyt i wjechania do parku na motocyklach. Zakwaterowaliśmy się w hostelu Secret Garden zaledwie 12km od północnej bramy wjazdowej do parku. Ceny noclegu w hostelu są dość wysokie, 35 dolarów za dormitorium, za prywatny pokój jeszcze więcej. My postanowiliśmy rozbić swój namiot za 20 dolarów od osoby. W cenie mieliśmy 3 posiłki, rowery i inne przyjemności. Jeszcze tego samego dnia podjechaliśmy szutrową drogą pod bramę parku i niestety nasz plan wjazdu do parku na motocyklach runął w gruzach. Długa pogawędka ze strażnikami na nic się zdała. Jakiś rok temu wprowadzili zakaz wstępu dla motocykli. Podobno za dużo osób zbaczało z głównych dróg i robiło zbyt wiele hałasu. Po powrocie do hostelu i wypaśnej kolacji wieczór zakończyliśmy w wliczonym w cenę namiotu jakuzzi. Z samego rana postanowiliśmy spróbować szczęścia przy bramie południowej. Po wypaśnym śniadaniu i wizycie w najlepszym kiblu, w jakim miałem okazje s...iedzieć ruszyliśmy w drogę.




Południowa brama jest główną bramą wjazdową  i właśnie tędy większość turystów wjeżdża do parku. W przeciwieństwie do południowego wjazdu tutaj pod samą bramę z Panamericany prowadzi nowa asfaltowa droga. Przepisy jednak są te same i jesteśmy zmuszeni zostawić wszystkie nasze torby w budce strażników, a motocykle na parkingu. Tu mamy opcję zapłacić 70dolarów za taksówkę z przewodnikiem lub kombinować. Jest niedziela i wiele turystów wjeżdża do parku. Postanawiamy łapać stopa. Po 5 minutach poznajemy rodzinę muzyków z nadmorskiego Guayaquil podróżującą dwoma autami. Z chęcią zabierają nas ze sobą i resztę dnia spędzamy już razem. Wjeżdżamy na parking znajdujący się na 4400, skąd zaczynamy spacer w górę. W między czasie psuje się pogoda i cały wulkan przykrywa chmura. Na 4800 mijamy schronisko, z którego atakuje się szczyt - obecnie jest w przebudowie i jest nieczynne. Ostatecznie dochodzimy do lodowej jaskini. na  wysokości prawie 5000 m. n.p.m. Tu trasa dla leszczy się kończy : ) W drodze powrotnej spotykamy babkę z Kanady, która kleci całkiem niezłe zdania po polsku. Wyjeżdżając z parkingu na pożegnanie wyszedł pomachać nam lis. W drodze do motocykli odwiedzamy jeszcze z naszą ekwadorską rodziną miejscową lagunę i jeden punkt widokowy. Na koniec wycieczki odbieramy nasze bagaże, żegnamy się z naszą wesołą rodziną, ja prawie odjeżdżam na policyjnym Suzuki Bandit 1250 (łatwo się pomylić, różnica tylko jednego 0 ), a kanadyjska znajoma z odjeżdżającego auta krzyczy po polsku : DO WIDZENIA ! : )



















Quito i okolice

W stolicy Ekwadoru udało nam się spędzić kilka dni. Spotkaliśmy tu naszych znajomych z Galapagos - Lenę i Grześka, z którymi pobiegaliśmy trochę po mieście i wjechaliśmy kolejką linową na pobliską górę. Quito jest zdecydowanie jednym z ładniejszych miast, jakie widzieliśmy przez ostatnie miesiące. Udało nam się odwiedzić pałac prezydenta, w którym dostaliśmy prezent od prezydenta Ekwadoru - zdjęcie. 











Nieopodal Quito znajduje się Mitad del Mundo - park, przez który przechodzi równik. W parku znajduje się parę muzeów, obserwatorium astronomiczne i największa atrakcja - wielka wieża widokowa, przez który przechodzi wymalowany na chodniku równik. 30 metrowy pomnik zbudowany został na początku lat 80tych i zastąpił wcześniej tu stojący mały pomnik postawiony przez ekwadorskiego geografa w 1936 roku. Miejsce to zostało wyznaczone przy pomocy starych technik i dziś przy użyciu GPS wiadomo, że geograf nieco pomylił się i właściwy równik przechodzi kilkadziesiąt metrów dalej na północ.  Mieliśmy okazję poskakać nad równikiem z półkuli północnej na południową parę razy.



 W miejscu właściwego równika powstało prywatne muzeum. Główną atrakcją tego muzeum są doświadczenia, jakie można tu przeprowadzić. Mieliśmy okazję obserwować, jak woda spływająca z naczynia kręci się w przeciwną  stronę na dwóch półkulach, gdy na równiku bez wirowo spływa w dół. Można tu także spróbować przejść po równiku z zamkniętymi oczyma. Podobno jest to trudniejsze, niż gdziekolwiek indziej, z racji nie działających sił Coriolisa. Madzikowi udało się bez problemu, gdy ja zboczyłem z kursu. Z racji braku sił podobno łatwiej jest tu też ustawić nieugotowane  jajko na główce gwoździa, co zrobić mi się udało i dostałem dyplom : ) Trzeba powtórzyć doświadczenie w Polsce.





Odwiedziliśmy również lodziarnie naszych znajomych w pobliskiej miejscowości Cumbaya. Robią oni lody starą metodą wymyśloną przez ich babcię  w 1896 roku. Od pokoleń cała rodzina robi lody i żyje głównie z tego. Mieliśmy okazję nauczyć się tajemnej metody babci i pokręcić trochę mosiężną misą. Pozdrowienia dla Kornelii, przez którą trafiliśmy do tej super rodziny : )



niedziela, 9 marca 2014

Galapagos - nurkowanie

Atrakcje Galapagos to nie tylko zwierzęta znajdujące się na lądzie. Podwodny świat również jest tu dość urozmaicony. Galapagos jest jedną z najlepszych miejscówek do nurkowania na świecie. Większość miejsc do nurkowania jest obsługiwana przez centra nurkowe znajdujące się na wyspie Santa Cruz, wokół której kryje się najwięcej podwodnych atrakcji. Do dwóch najbardziej rozsławionych, najbardziej oddalonych i podobno najlepszych miejscówek Darvin i Wolf można dostać się tylko z tzw. liveboard - kilkudniowymi rejsami, których cena grubo przekracza 2000 dolarów. Niestety w Santa Cruz cenami też nie rozpieszczają - 2 nurkowania na dzień to koszt 130 dolarów już po negocjacjach. Normalnie ceny są wyższe. My zaliczyliśmy w sumie 4 nury w dwóch miejscówkach: Seymour i Gordon Rock, który jest najlepszym miejscem do nurkowania dostępnym z lądu. Słynie z dużej ilości rekinów młotów i silnych prądów. Mieliśmy okazję zejść na prawie 30 metrów w dół i powalczyć pierwszy raz z silnymi prądami i zimnymi strumieniami wody. Udało nam się zobaczyć 4 rodzaje rekinów, od których się tu roi. Widzieliśmy White Tip Shark, Black Tip Shark, Galapagos Shark, rekiny młoty, parę płaszczek i dużo różnych kolorowych ryb. W innych drugiej połowie roku można tu zobaczyć największą rybę na świecie, czyli rekina wielorybiego. Można także spotkać tu manty, co nam niestety się nie udało. Co nieco udało się uchwycić na zdjęciach.