czwartek, 26 lutego 2015

Mui Ne

 Z samego rana wyruszamy pełni zapału z Hanoi na naszych składakach. Silniki wydają się pracować całkiem znośnie, więc postanowiliśmy w nie za bardzo nie inwestować i odpuszczamy jakiekolwiek naprawy. Jeden bez akumulatora i elektryki, drugi z cieknącym przednim zawieszeniem. na starcie. Największym minusem zdaje się być to, że są trochę krzywe i ciężko nazwać je jednośladami, bo śladów zostawiają za sobą dwa. Po rozmowach z innymi motocyklowymi turystami postanawiamy również olać wietnamskie prawko jazdy, bez którego teoretycznie nie można poruszać się po drogach - międzynarodowe prawko nie jest tu respektowane. Podobno policjanci turystów nie zatrzymują.

Po sprawnym przedarciu się przez miejski ruch w centrum Sajgonu wyruszamy na krajową drogę. Niestety trafiamy na zakaz wjazdu dla motocykli i po kilku metrach zawracamy. Moment później szybko zostajemy zatrzymani przez miejscową policję. Ze względu na brak prawka i wjazd na zakaz policjant wystawia mandat o równowartości 250 USD dla naszej dwójki i do tego chce skonfiskować motocykle. Prośby, groźby nie dają rady, targowanie również. Wtedy Madzik włącza instynktownie tryb płaczu. Policjant nagle mentalnie się nawraca i przyjmuje łapówkę w wysokości 20 dolców i każe jak najprędzej jechać. Uff udało się.

Kilkadziesiąt kilometrów dalej mój motocykl nagle staje. Niestety odleciał łańcuch urywając przy okazji kawałek pokrywy przedniego koła zębatego. Na szczęście w Wietnamie spece i mechanicy mają swoje warsztaty w każdej wiosce. My znaleźliśmy naszego wybawiciela zaledwie kilkaset metrów dalej. Dziadek naprawia wszystko łącznie z naderwaną pokrywą za 2 dolary. Możemy znów ruszać w trasę.



Późnym wieczorem dojeżdżamy do miejscowości Mui Ne, w której planujemy zostać na dwie nocy, w tym wietnamski Nowy Rok. Znajdujemy backpackerski hostel z basenem.



Następnego dnia po kilkugodzinnym byczeniu się przy basenie wybieramy się motocyklami na mały zwiad pobliskich terenów i lądujemy w paru fajnych miejscach. Na początku trafiamy na szlak prowadzący wzdłuż małego strumyka do małych wodospadów. Trasa dość urokliwa prowadzi wzdłuż różnych formacji piaskowych.









Następnie przejeżdżamy przez rybacką wioskę i zatokę pełną rybackich łodzi, w tym korakli - małych tradycyjnych łodzi w kształcie wielkiej miski. Tradycyjnie wykonywane z bambusa wydają się być zastępowane plastikowymi modelami. 







Na koniec dojeżdżamy do wydm piaskowych na zachód słońca. 









Dzień kończymy w miejscowej knajpie pełnej ruskich turystów, w której można spróbować żółwia, węża, bądź żabę lub tradycyjne miejscowe potrawy.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz