poniedziałek, 16 listopada 2015

Islandia w 7 dni - Part 1

Na Islandię wybieramy się w 4 osoby lecąc z bagażami podręcznym i jednym bagażem głównym ze sprzętem campingowym. Leci Martyna, Marcin i my. Na wyspie mamy tydzień i do przejechania około 2 tysięcy kilometrów.

Dzień 1

Na lotnisku Keflavik lądujemy po godzinie 7 wieczorem i po chwili odbieramy zarezerwowane już wcześniej auto z pobliskiej wypożyczalni. Zdecydowaliśmy się na Suzuki Grand Vitarę, by móc legalnie zjechać z asfaltu. Jako, że na wyspie mamy tylko tydzień, a chcemy zobaczyć jak najwięcej się da to i grafik mamy dość napięty. Tego samego dnia ruszamy jeszcze w stronę oddalonej od lotniska o jakieś 50km stolicy Islandii. Jako, że słońce jeszcze nad horyzontem odwiedzamy po drodze dwa miejsca.

Oddalona o jakieś 20 km od lotniska geotermalne spa Blue Lagooon, W rzeczywistości jest to zbiornik powstały z wody wypływającej z pobliskiej elektrowni geotermalnej. Woda bogata jest w minerały: głównie siarkę i krzemionkę. Podobno ma właściwości lecznice z problemami skórnymi t.j. łuszczyca. Początkowo miejsce popularne było głównie wśród miejscowych. Średnia temperatura wody wynosi około 40 stopni Celsiusza. Z czasem zostało ogrodzone i dziś za wejście płaci się 35 euro. Można również wejść za darmo bez moczenia się i tak też robimy.



Na wzgórzu górującym nad stolicą mieści się Perlan. Jest to kompleks 6 zbiorników wodnych, z których każdy jest w stanie pomieścić 4 miliony litrów wody. W zbiornikach znajduje się gorąca woda o średniej temperaturze około 80'C pozyskana z ziemi, w którą zaopatrywana jest stolica. W budynku znajduje się również restauracja i taras widokowy, z którego można podziwiać panoramę Reykjaviku.




Odwiedzamy również kościół Hallgrímskirkja oraz budynek opery, których projekty nawiązują do formacji skalnych występujących na wyspie.


Po szybkim zwiadzie miejskich atrakcji lądujemy na campingu znajdującym się niedaleko centrum.  Rozbijamy namioty wśród setki innych. Turystów na tym kampingu jest od groma. Kamping jest najlepiej wyposażonym na całej wyspie. Jest tu nawet szafka z rzeczami pozostawionymi przez innych turystów, z  których można śmiało korzystać. Prócz papieru toaletowego, zupek chińskich, karimat i innych można znaleźć również butle gazowe do kuchenek. Nam się udaje znaleźć benzynę do naszego palnika. Po kolacji zawijamy się w śpiwory i idziemy spać.

Dzień 2 

Þingvellir to park, w którym stykają się płyty tektoniczne eurazjatycka i północnoamerykańska. Powierzchnia ziemi poprzecinana jest licznymi szczelinami, wśród których największa tworzy głęboki wąwóz Almannagjá. W miejscu tym w 930 roku po raz pierwszy zebrał się islandzki parlament Althing, który jest jedną z najstarszych instytucji parlamentarnych świata, która funkcjonuje do dziś.




Następnie dojeżdżamy do pola geotermalnego, w którym znajdują się najaktywniejsze gejzery na Islandii. Największą atrakcją, wokół której zbiera się najwięcej turystów jest Strokkur.  Gejzer ten co jakiś nieregularny czas wyrzuca wodę na wysokość około 20 metrów.  W pobliżu znajduje się również mniej aktywny już Geysir, który jeszcze kilka lat temu wystrzelał na 60 metrów w górę. Jest to również pierwszy gejzer opisany w historii i od niego właśnie pochodzi słowo gejzer pochodzące oryginalnie od islandzkiego słowa geysa, oznaczającego wytrysk.







Jadąc dalej trasą Złotego Kręgu, który liczy 300 kilometrów i jest najpopularniejszą trasą turystyczną Islandii dojeżdżamy do trzeciej głównej atrakcji - wodospadu Gullfoss.


Jakoś tutaj też kończy się asfalt, a dalsza część drogi F35 jedziemy już szutrową drogą.


Mniej więcej w połowie szutru dojeżdżamy do Hveravellir. Kolejny teren geotermalny mieści się między dwoma lodowcami. Znajduje się tu sporo bulgoczących dziur wypełnionych wodą. Idąc po drewnianym podeście co chwilę słychać gotującą się pod ziemią wodę. Cały teren wrze i paruje. Para co chwilę bucha to tu, to tam. Znajduje się tu również mały zbiornik z gorącą wodą, do którego bez namysłu wskakujemy. Naszym towarzyszom podróży po kąpieli srebrna biżuteria traci kolor po kontakcie z siarką. Po gorącej kąpieli jeszcze szybki sprint przy 5'C w samych majtkach do oddalonego o jakieś 200 metrów kibla zmyć z siebie jajeczny odór i jedziemy dalej zostawiając za sobą również znajdujący się tu camping.






Po przejechaniu dzisiejszego dnia ponad 300 km dojeżdżamy do miejscowości Varmahlíð, gdzie znajdujemy kamping, na którym już zostajemy dzisiejszą noc.



Dzień 3

Zjeżdżamy z głównej drogi, by dojechać do wodospadu Aldeyjarfoss, w którym możemy widać kontrast między białą wodą, a czarnymi bazaltowymi kolumnami.






Wracając na asfaltową jedynkę, którą można objechać wyspę dookoła zatrzymujemy się jeszcze przy wodospadzie bogów Goðafoss. Nazwę wodospad zawdzięcza historii z końca IX wieku, gdzie po Chrystianizacji Islandii miejscowa ludność właśnie tu do wody wrzucała figurki nordyckich bogów.



Dimmoborgir to teren złożony z różnorodnych jaskiń wulkanicznych i skalnych formacji. Ogromne zapadłe tunele powstały w wyniku płynącej tu lawy jakieś 2300 lat temu podczas erupcji.







Niedaleko stąd znajdują się również dwie jaskinie Grjotagja i Storagja, w której znajdują się gorące źródła. Pierwsza z nich w przeszłości była popularnym miejscem kąpieli, jednak jej temperatura wzrosła powyżej 50 stopni. W drugiej da się pływać. Znaleźliśmy obie, do jednej udało nam się wejść.



Namafjall znany również jako Hverir to geotermalne pole na obrzeżach jeziora Myvatn. Miejsce pełne jest bulgoczących błotnych kałuż i otworów, z których bucha gorąca para. Teren jest dość zasiarczony, co powoduje że ziemia przybiera tu różnorodne kolory. Nieopodal znajduje się tu również góra Namafjall, na którą udaje mi się wdrapać.








W okolicach jeziora znajduje się również kąpielisko z gorącą wodą podobne do Blue Lagoon, które również zapełnione jest turystami.



Dzień kończymy na pobliskim kampingu.



CDN...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz