środa, 23 września 2015

Rejs z Mandalay do Bagan

Nasz pobyt w Birmie (obecnie Myanmar) trwa zaledwie tydzień. W tym czasie mamy zamiar odwiedzić kilka najbardziej popularnych miejsc w kraju. Wizę do Birmy udaje nam się zorganizować przez internet. E-visa kosztuje 50USD i na jej wyrobienie czeka się jakieś 3 dni. Nie jest to najtańsza opcja, ale pozwala nam zaoszczędzić dużo czasu, którego w Azji zbyt wiele nie mamy. 

Naszą wycieczkę zaczynamy na lotnisku w Mandalay, gdzie lądujemy w godzinach popołudniowych. Po dostaniu się do turystycznej części miasta, rozpoczynamy poszukiwania noclegu. Wyboru nie ma zbyt dużego. Ceny noclegów są tu wyższe w porównaniu do innych krajów, które mieliśmy okazję zwiedzać w Azji. Niestety w parze z wysoką ceną nie idzie wysoki standard. Najtańszą opcją noclegową okazał się pokój przypominający celę więzienną z dwoma pryczami w cenie 20 USD. Po dołożeniu kilku dolców można dostać pokój z klimatyzacją i łazienką. 

Tego samego dnia zaliczamy jeszcze mały spacer po dzielnicy i organizujemy poranny transport do Bagan. Do Bagan z Mandalay można dostać się autobusem, którym podróż trwa około 7 godzin. My decydujemy się na całodzienny rejs łódką po rzece.  Niestety z braku czasu decydujemy się na kursujący codziennie szybszy i droższy prom, na którym miejscowych się nie uświadczy. Prom, z którego korzystają miejscowi jest tańszy i kursuje tylko dwa razy w tygodniu.



O świcie wsiadamy na prom i wskakujemy na górny pokład z tarasem. Rozsiadając się na plastikowych krzesełkach możemy z łatwością obserwować życie na rzece, a dzieje się tu sporo. Na wodzie mijamy głównie wielkie barki wypełnione przeróżnymi towarami. Zazwyczaj na ich przodzie po dwóch burtach znajdują się osoby sprawdzające głębokość rzeki długimi kijami. W okresie suchym, w którym tu trafiliśmy poziom rzeki jest dużo niższy i łódki zataczają trasę od jednego brzegu do drugiego wybierając najgłębsze odcinki koryta. Mijamy również małe łódki rybackie wypływające z pobliskich wiosek. Tych mijamy też sporo po drodze. Czasem są to tylko małe szałasy, dookoła których biegają małe dzieci. W wodzie chłodzą się zwierzęta, a miejscowi robią pranie. Nad wioskami górują świątynie, które widać już z daleka. 


























Do Bagan dopływamy już po zachodzie słońca. Z grona taksówkarzy odbierających podróżujących z nami turystów, udaje nam się znaleźć naszego szofera.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz