wtorek, 19 listopada 2013

Santiago de Chile

Z końcem października lądujemy w Santiago - stolicy Chile. Bez problemu przechodzimy odprawę paszportową i dostajemy pozwolenie na 90dniowy pobyt w kraju. Pierwsze 10 dni spędzamy w stolicy poznając gorsze i lepsze części miasta. Miasto wydaje się być podzielone przez Plaza de Italia. Na zachód w stronę oceanu znajdują się biedniejsze dzielnice pełne zamkniętych lokali i domów z kratami w oknach i łańcuchami w drzwiach. W jednej z nich mieszkamy pierwsze kilka nocy. W tym też czasie poznajemy nasze koleżanki Mireię i Paulinę, które pomagają nam odkryć również bogatsze części miasta pełne szklanych wieżowców (znajduje sie tu najwyzszy budynek Ameryki Pd.), restauracji i sklepów z pełnymi półkami - wszystko do koloru do wyboru.  Chyba każda światowa marka ma tu swój firmowy sklep. W tutejszym parku napotkaliśmy się na budy dla miejsowych bezdomnych psów, których na ulicach jest tu dość sporo - w przeciwieństwie do polskich wychudzonych - te tutaj są dość duże i mocno wypasione. Miejscowi regularnie dokarmiają psy i zajmują się nimi, a w zimie podobno nawet odziewają je w psie ubrania.Wspólnie z Pauliną zaliczamy rowerową wycieczkę na najwyższy punkt widokowy miasta. Po kilku dniach  przenosimy się do naszych miłych gospodarzy z Couch Surfingu - Claudii i Patricio -  którzy już po chwili stają się naszymi przybranymi Latynoskimi rodzicami. Zostajemy z nimi do końca naszego pobytu w stolicy. Santiago to szczególne miejsce – jednego dnia odczuwasz trzęsienie Ziemii (podczas naszego pobytu było tąpnięcie ponad 6 w skali Richtera 400km na północ od Santiago) , a drugiego masz kaca po drinku zwanym terromoto (trzęsienie Ziemii).

Zaraz w poniedziałek po długim weekendzie, którym zreszta zaczynamy nasz pobyt w Santiago, bierzemy się ostro za szukanie motocykli na naszą podróż. Już po 3 dniach jesteśmy posiadaczami dwóch nowych motocykli HONDA XR125L . Cała procedura rejestracji i kupna motocykli przebiega bardzo szybko i sprawnie głównie za sprawą obszernych instrukcji w internecie jak i nieocenionej pomocy naszych miejscowych rodziców i koleżanek.
















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz