czwartek, 20 marca 2014

Otavalo

W ostatnim miejscu w jakim zatrzymaliśmy się przed wjazdem do Kolumbii jest miejscowość Otavalo. Na pierwszy rzut oka zachwyciła nas tu ilość rdzennych mieszkańców o indiańskich rysach, tzw. Otavalos. Wielu z nich jeździ po świecie sprzedając swe ręcznie robione produkty, bądź grając w zespołach muzycznych. Otavalos są uważani za najbardziej ekonomicznie rozwiniętą rdzenną grupą w Ameryce Południowej. Największe domy i samochody w Otavalo zazwyczaj należą właśnie do nich. Mają oni również charakterystyczne klasyczne ubiory: mężczyźni ubierają białe spodnie i czarne poncho, a kobiety białą koszulę wyszytą w kolorowe wzory i czarną suknię przepasaną kolorowym pasem. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni noszą długie włosy. 






Miejscowość znana jest głównie z największego w Ameryce Południowej targu, który odbywa się tu w każdą sobotę. W pozostałe dni tygodnia również w mieście można kupić na ulicy wiele różnych ręcznie robionych produktów, jednak to właśnie w sobotę do miasta zjeżdżają się sprzedawcy z okolicznych wiosek. Z racji tego, iż przyjechaliśmy tu w środku tygodnia nie mieliśmy okazji zobaczyć tego ogromnego ulicznego marketu. Trafiliśmy tu za to w ostatni dzień karnawału, który w Ekwadorze przebiega dość ciekawie. Ludzie z twarzami pomalowanymi zwykle na czarno, jak beboki oblewają się tu wodą, czasem i tą z kałuży, obrzucają balonami z wodą, a także jajkami i mąką. Na ulicach można kupić pianki w sprayu, którymi bawią się głównie dzieci, ale i dorośli sobie nie szczędzą - kierowcy zatrzymują auta na światłach, by na środku skrzyżowania przeprowadzić karnawałową walkę. Młodzi jeżdżą na tyłach pickupów z wiadrami wody. Bez najmniejszych problemów idąc chodnikiem można tu dostać pianą z okna przejeżdżającego samochodu, czy wodą z dachu pobliskiego domu.



Z Otavalo ruszyliśmy się również do oddalonego o 14km jeziora Cuicocha. Jezioro długie na 4 i szerokie na 3 kilometry posiada na środku dwie małe wyspy i znajduje się w kraterze czynnego wulkanu. Wokół jeziora znajduje się szlak, którego pokonanie trwa około 5 godzin. Ze względu na złą pogodę zdecydowaliśmy się tylko wskoczyć na małą łódkę i opłynąć wyspy dookoła. W czasie wycieczki mogliśmy zobaczyć wydobywające się z głębin krateru bańki powietrza.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz