sobota, 18 stycznia 2014

Machu Picchu


Będąc w Peru nie wypada nie zaliczyć Machu Picchu, które znalazło się na liście 7 nowych cudów świata. Do Machu Picchu można dostać się na kilka sposobów. Najdroższą opcją jest kilkudniowy treking Inka Trail za ok. 500 dolarów. Najszybszą opcją jest pociąg z Ollantaytambo, który kosztuje ok. 150 dolarów w dwie strony, a z Cuzco nawet więcej. Można też się dostać lokalnym transportem do Santa Maria, Santa Teresa i ostatecznie do Hydroelektryki, by na końcu zaliczyć darmowy 3 godzinny treking do Aquas Calientes, skąd już krótka droga do Machu Picchu. My z wiadomych przyczyn połączyliśmy szbyki dojazd z tanim i wybraliśmy się na miejsce motocyklami. Dołączyła do nas znów para z Niemiec na wypożyczonej Hondzie XR 250.  


Ze słonecznego Cuzco wyjechaliśmy dość późno po dość długiej awanturze o kasę z psychiczną właścicielką hostelu Casa de mi Abuelo. Po drodze zaliczyliśmy jeszcze Moray - jedną z miejscowości zaliczanych do Świętej Doliny Inków. Można tu zwiedzić system tarasów w kształcie okręgów. Różnica między najniższym, a najwyższym tarasem wynosi 30 metrów. Ze względu na duże różnice w oświetleniu słonecznym różnica średnich temperatur rocznych pomiędzy nimi sięga 15 °C. Przeznaczenie tarasów w Moray nie zostało do dziś jednoznacznie określone przez archeologów. Większość teorii zakłada, że Inkowie wybudowali je jako laboratoria rolnicze, w których badali wpływ klimatu na wzrost roślin uprawnych.





Droga prowadząca z Cuzco do miasteczka Santa Maria jest asfaltowa, liczy ponad 180km długości i wznosi się w najwyższym punkcie na wysokość 4300 metrów. Wraz ze wzrostem wysokości poza spadkiem temperatury wzrastała też ilość opadów. Po drodze mijaliśmy też kilka grup rowerzystów walczących z zimnem i deszczem w typowo letnich strojach - Oj mogły by ich agencje turystyczne chociaż w gogle wyposażyć : )





Po nocce zaliczonej w San Maria ruszamy dalej dość przyjemną 35km droga pozbawioną asfaltu prowadzącą wzdłuż rzeki do Santa Teresa i następnie kolejne paręnaście km by dostać się do Hydroelektryki. Tu zostawiamy nasze motocykle. Niedaleko strażnicy, za mostem w lewo urzęduje starszy miły pan Escobar, który za 10 soli od motocykla zaopiekował się naszymi maszynami, kaskami i niepotrzebnymi ciuchami. Teoretycznie do samego Aqua Calientes dało by się dostać na motocyklach. W praktyce jest to jednak niemożliwe. Znajduje się tu strażnica, gdzie należy w księdze odnotować swe przejście przez szlaban i stąd zaczyna się około 3 godzinna wędrówka po płaskim terenie wzdłuż torów aż do samego Aqua Calientes.










Aqua Calientes to turystyczna miejscowość pełna restauracji i hoteli , też takich gdzie za noc można zapłacić ponad 300 dolarów. Tutaj też mieści się biuro, w którym trzeba zakupić wejściówki do Machu Picchu. Bilet do Machu Picchu to koszt 120 soli(ok.120 zł)+20 soli za wejście na Machu Picchu Mountain. Wejście na drugi szczyt Huayna Picchu to także koszt 20 soli, z tym że dziennie wpuszczanych jest tam tylko 400 turystów i bilety trzeba rezerwować na kilka dni z wyprzedzeniem. Niestety przeterminowana studencka karta i uśmiech na twarzy nie jest tu wystarczającym sposobem na uzyskanie zniżki.



Następnego dnia z samego ranka zaczyna się nasza wycieczka do celu. By zaoszczędzić czas i siły na powrót do Santa Teresa do Machu Picchu dostajemy się z Aqua Calientes w paręnaście minut wypełnionym autokarem w cenie 10 dolarów. Do atrakcji nie można wnosić jedzenia, picia i większych niż 20 litrowych plecaków – w praktyce jednak nikt tego nie sprawdza. Najważniejszy jest 120 złotowy bilet. Z racji tego że na górę wjechaliśmy około 10 rano nie udało nam się zobaczyć opuszczonego miasta Inków. Za bramą już na pierwszy rzut oka widać masę turystów – jest tu gorzej niż na bazarze. Od co najmniej 3 godzin co 10 minut wypchane autokary regularnie wwoziły tu turystów. Dodatkowo spora ilość ludzi przyszła tu o własnych siłach. Poza tym, że Machu Picchu to wielka maszynka do robienia pieniędzy, w której rekordziści zostawiają tu pewnie grubo ponad 300 dolarów to miejsce jest dość szczególne. Miasteczko wznoszące się na wzgórzu znajdującym się w zakolu rzeki, schowane wśród gór. Tylko można sobie wyobrazić jaki klimat musiał tu być te ponad 500 lat temu. Kamienne budowle i tarasy są dość dobrze zachowane, głównie pewnie przez to że hiszpańscy najeźdźcy nigdy nie zdołali dotrzeć do miasteczka. Zostało ono dopiero odkryte 100 lat temu : )
 










Na dół zeszliśmy już na własnych nogach. Droga powrotna odbyła się już w deszczowej pogodzie i w ciągłej walce z peruwiańskimi wariatami na drodze, z których jeden omal nie zepchnął mi małego Madzika do rowu. Cała trasa Cuzco - Machu Picchu – Cuzco w spokojnym tempie zajęła nam 4 dni. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz