wtorek, 6 stycznia 2015

Peninsula Valdes

Po wyjeździe z Ushuaya kolejnym punktem naszej wycieczki jest Peninsula Valdes, do której dostajemy się w niecałe 4 dni pokonując ponad 1800 kilometrów głównie krajową 3jką wiodącą nas wzdłuż argentyńskiego wybrzeża. Dookoła drogi  wielkie stepy, z których czasem wybiegnie struś, albo stado Guanaco. Jednego dnia pobijamy rekord dziennego przejazdu naszych dzielnych 125tek i pokonujemy ponad 730 kilometrów w 12 godzin, by innego dnia po 100 kilometrach odpuścić i odpocząć. Po drodze trafiamy na stacje paliw, na których brakuje już paliwa, bądź działa tylko jeden dystrybutor, a pracownik jest nalewaczem, kasjerem, a do tego jeszcze myje szyby. Wina nie gościa, ale kolejka się wydłuża i swoje trzeba odstać. 



Peninsula Valdes to miejsce, do którego ściągają turyści głównie po to by zobaczyć przypływające tu co roku wieloryby biskajskie południowe. Innymi występującymi tu zwierzętami są pingwiny Magellańskie, delfiny,  lwy i słonie morskie i polujące na nie orki. Na lądzie można spotkać guanaco, strusie i parę innych.





Jedynym miasteczkiem na półwyspie jest Puerto Piramides, z którego to w sezonie wypływają łodzie na doglądanie wielorybów. Niestety jesteśmy tu po sezonie na wieloryby i jedynie udaje zobaczyć nam się zadokowaną łódź.



Pierwszego dnia wybieramy się do centrum naukowego, w którym można się dowiedzieć o historii półwyspu, a także o zamieszkujących go gatunkach zwierząt. Zamieszkujący półwysep pierwsi osadnicy żyli głównie  z hodowli bydła i kułsownictwa. Za ich sprawą między innymi populacja lwów morskich spadła tu o ponad 60 procent. Samo kułsownictwo zostało zakazane w latach osiemdziesiątych. W centrum można zobaczyć czaszkę orki, czy też szkielet 17 metrowego wieloryba.



Odwiedzamy również taras z widokiem na wyspę Isla de los Pajaros, która była inspiracją dla podróżnika, pilota i pisaża  Antoine'a de Saint-Exupéry'ego do narysowania rysunku kapelusza, czy też węża boa zjadającego słonia w książce "Mały książę". Po drodze udało nam się też spotkać małego gryzonia Cuis Chico.



Następnego dnia zostawiając większość bagażu w namiocie ruszyliśmy motocyklami w 250 kilometrową szutrową pętlę po wyspie zaliczając najlepsze punkty widokowe. Trafiliśmy między innymi na jeden z trzech salarów znajdujących się na wyspie. Widoczny poniżej znajduje się 40 metrów pod poziomem morza i jest najniżej położoną depresją w Ameryce Południowej.



Z dwóch otwartych punktów widokowych z daleka mogliśmy obserwować lwy morskie wylegujące się na plaży w słońcu.


















Najlepszy jednak punkt widokowy Punta Piramides znajdował się zaledwie 5 kilometrów od miasteczka Puerto Piramides, w którym mieszkaliśmy na kampingu. 





Jeszcze na koniec zdjęcie słońca.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz