wtorek, 17 grudnia 2013

Potosi

Potosi wznosi się na ponad 4000m n.p.m. i jest jednym z najwyżej położonych miast na świecie. W 16 wieku było największym miastem obu Ameryk. Leży u podnóża góry Potosi, zwanej też bogatą górą, ze względu na pokłady srebra, które zawierała. Większa część srebra została rozgrabiona i wywieziona do Europy przez Hiszpanów, którzy do niewolniczej pracy zmusili najpierw miejscowych indian, a później niewolników z Afryki. Obecnie w miejscowych kopalniach, których czynnych jest tu aż 180 pracuje około 15tyś górników, a wydobywany jest głównie cynk i cyna.






Główną atrakcją, jaką można zaliczyć w mieście jest wycieczka do kopalnii. Wycieczki te prowadzone są zazwyczaj przez byłych górników. Według naszego przewodnika Potosi jest najbardziej szalonym miastem na świecie, za sprawą tego, iż bez pozwolenia można tu kupić dynamit i 96% alkohol. Z racji tego, że nasza wycieczka odbywa się w czynnej kopalni Rosario pierwszym punktem imprezy jest miejscowy sklep górniczy, w którym nie pozostaje nam nic innego, jak zakupić upominki dla górników t.j. liście koki, napoje i laski dynamitu. 

Przed wejściem do kopalni odwiedzamy przetwórnie, w której z dostarczonych przez górników skał odzyskiwane są surowce. Tak na prawdę dopiero tutaj górnicy dowiadują się jak cenna jest ich praca. Miesięczny wynagrodzenie górnika wynosi od 2 do 6 tyś boliviano (1-3tyś. zł) , gdzie średnia pensja w mieście wynosi 1tyś. Boliviano. Górnicy w wydzielonych częściach kopalni zazwyczaj pracują w grupach ok.20 osobowych i wypracowywują wspólny zysk, który jest odpowiednio dzielony. Każdy w grupie jest odpowiedzialny za swoją działkę – jedni kopią, inni ładują wózki , a jeszcze inni je pchają itd. Górnicy za swoje pieniądze muszą zaopatrzyć się w potrzebny im sprzęt, a dodatkowo za możliwość korzystania z dobrodziejstw Bogatej góry muszą odprowadzać odpowiednią część zysku dla państwa. Górnikiem może zostać każdy i nie potrzebne są do tego żadne uprawnienia. Młodsi uczą się od starszych. Najmłodsi mają tu nawet 10-15 lat i zazwyczaj trafiają tu po śmierci ojca górnika, by utrzymać rodzinę.
Do kopalni wchodzimy małym otworem, który ma szerokość pchanego przeze mnie wózka i wysokość statystycznego Boliwijczyka. Już po kilkudziesięciu metrach kończy się ziemskie życie i zaczyna się piekło. Bram piekieł strzeże bożek El Tio, któremu górnicy składają dary – alkohol, liście koki i papierosy, by ten łaskawie obdarował ich swoimi bogactwami i dał bezpiecznie pracować. Po wyczołganiu się z jamy El Tio krocząc po wąskich i niskich korytarzach przenosimy się na niższy o 50 metrów poziom. Po wycieczkach w polskich kopalniach dopiero tu odczuwamy, jak wielkim piekłem i trudem jest praca górnika. U nas są windy, elektryczne wozy, taśmociągi i zabezpieczone korytarze. Tutaj są dziury w dół, gdzieniegdzie zabezpieczone przejścia i 2tonowe wózki pchane ręcznie przez górników. Urobek z niższych na wyższe poziomy transportowany jest również za pomocą ludzkich mięśni przy pomocy wielkich wiader. Podczas wycieczki spotykamy kilku małych mokrych i prężnych górników, którzy z pewnością siłą kilkukrotnie przewyższają niejednego gringo. Górnicy ze względu na wysokie zapylenie jakie tu panuje, podczas swej zwykle 12godzinnej pracy nic nie jedzą. W głodzie i wysokich temperaturach jakie tu panują pomagają im liście koki, które rzują podczas pracy. Każdy turysta po tej wycieczce doceni swoją pracę, którą wykonuje i tak pewnie za lepsze pieniądze.
















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz